Bardzo nie doceniamy ryby popularnej w PRL-u. Ma mało kalorii, dużo białka i jest wolny od rtęci
Przez lata stał w cieniu dorsza i łososia. Kojarzył się z prostą kuchnią i szkolnymi obiadami. A przecież to właśnie on w PRL-u królował na polskich stołach i ratował domowe budżety. Dziś wracamy do niego z nową świadomością, bo morszczuk to ryba lekka, zdrowa i wyjątkowo wdzięczna w kuchni. Sprawdźmy, dlaczego warto dać mu drugą szansę.
Morszczuk był kiedyś symbolem codziennej kuchni, łatwo dostępny, niedrogi i uniwersalny. Kupowaliśmy go do domu i jadaliśmy w stołówkach i barach mlecznych. Z czasem jednak zniknął z naszych jadłospisów, wyparty przez "modniejsze" gatunki ryb. Dziś, gdy szukamy prostych, lekkich i odżywczych produktów, warto wziąć go pod uwagę. Dlaczego?
Jeśli do tej pory ryby kojarzyły nam się z intensywnym aromatem i ciągłym sprawdzaniem, czy w kolejnym kęsie nie trafi się ość, morszczuk potrafi te przekonania skutecznie zmienić. Jego jasne mięso jest łagodne, subtelne w smaku i nie dominuje całego dania. Dzięki temu łatwo je doprawić w zależności od preferencji, delikatnie albo bardziej wyraziście. To także ryba, którą łatwo się je. Ma zwartą strukturę i niewiele problematycznych ości, dlatego sprawdza się na obiad również dla dzieci.
To pełnowartościowe źródło białka, które pomaga budować masę mięśniową i daje uczucie sytości na długo. Do tego zawiera witaminy D i B12, tak ważne dla odporności, układu nerwowego i dobrego samopoczucia, a także jod, selen i fosfor. Regularnie jedzony wspiera serce, krążenie i pracę mózgu, a przy tym nie obciąża organizmu. Wokół ryb morskich narosło sporo obaw związanych z zanieczyszczeniami. W przypadku morszczuka możemy odetchnąć z ulgą, ta ryba nie wykazuje skłonności do kumulowania rtęci. Oczywiście nadal warto czytać etykiety i wybierać produkty z certyfikowanych połowów lub sprawdzonych źródeł, ale pod względem bezpieczeństwa morszczuk uchodzi za jedną z rozsądniejszych opcji. To szczególnie ważne, jeśli planujemy jeść ryby regularnie, a nie tylko od święta.
Morszczuk należy do ryb chudych. W 100 gramach znajdziemy niespełna 80 kcal, a ilość tłuszczu jest naprawdę niewielka. Dzięki temu świetnie sprawdza się w diecie redukcyjnej, ale też u osób, które po prostu chcą jeść lżej i czuć się lepiej po posiłku.
Co ważne, niska kaloryczność nie idzie tu w parze z uczuciem niedosytu. Białko skutecznie zaspokaja głód, stabilizuje apetyt i pomaga utrzymać energię w ciągu dnia. W połączeniu z warzywami morszczuk tworzy posiłek, który jest jednocześnie sycący, odżywczy i przyjazny dla sylwetki.
Morszczuk pieczony na warzywach
Składniki:
- 3 filety z morszczuka,
- 1 marchewka,
- 1/2 cukinii,
- 1/2 brokułu,
- 1/2 białej cebuli,
- 1/2 czerwonej cebuli,
- 1/2 czerwonej papryki,
- 2 łyżki majonezu,
- 2 łyżki musztardy,
- 6 łyżek oliwy,
- 6 plasterków masła,
- 1 łyżeczka ziół prowansalskich,
- sól i pieprz,
- przyprawa do ryb.
Przygotowanie:
- Filety myjemy, osuszamy, kroimy na mniejsze porcje i doprawiamy przyprawą do ryb. Odstawiamy na godzinę do lodówki. W tym czasie przygotowujemy warzywa: brokuł dzielimy na różyczki i krótko podgotowujemy, marchewkę i cukinię ścieramy na tarce, cebule kroimy w piórka, a paprykę w kostkę. Majonez mieszamy z musztardą.
- Dno naczynia żaroodpornego skrapiamy oliwą, układamy warstwami: marchewkę, cebule, paprykę, cukinię i brokuł. Warzywa doprawiamy solą, pieprzem i ziołami prowansalskimi. Na wierzchu układamy morszczuka i smarujemy go sosem musztardowo-majonezowym.
- Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 190°C przez 25 minut pod przykryciem. Następnie zdejmujemy folię, na rybę kładziemy plasterki masła, warzywa skrapiamy pozostałą oliwą i pieczemy jeszcze 15 minut, aż całość lekko się zarumieni.
- Podajemy z ziemniakami i lekką, wiosenną surówką.
Źródła: terazgotuje.pl
Zobacz też:
To wcale nie pieprz, choć jest tak nazywany. Ma kwiatowo-cytrusowy posmak, dodasz do mięsa i deseru
Wspiera pracę tarczycy, poprawia krążenie i trawienie. Możesz dodać do zupy lub sałatek